Krótko o nowej wersji Opery...Pojawiła się dzisiaj. Numer 10.51. Wyczekiwany przeze mnie ogromnie. Pomyślałem "no przecież gorzej być nie może" i nie jest. Ale żeby było lepiej też nie zauważyłem.
W moim poprzednim wpisie narzekałem na dużą ilość błędów w nowej wersji, wypunktowałem kilka z nich, kilka tylko wyliczyłem. Sprawdziłem wszystkie, które da się samodzielnie i natychmiast zreplikować i, o zgrozo, ani jeden nie został poprawiony. Pal licho, problemy ze speed dialem, pal licho czerwoną ikonkę i wszystkie inne pomniejsze błędy. Ale jednej rzeczy nie potrafię zrozumieć -- dlaczego przeglądarka wciąż traci focus, przecież to tak ewidentny i irytujący błąd, że powinien być priorytetem na czyjejś liście (na mojej jest ;) ). Ale widać moja lista jest w tym wypadku w mniejszości (a może inni tego problemu nie mają?).
A powolutku, po cichutku, Chrome się zaczyna do mnie tak ładnie uśmiechać...
Opera 10.50, czyli co nagle to po diable...Parę dni temu, Opera Software wypuściła nową wersję swojego flagowego produktu: Opery. Nosi ona dumny już numer 10.50 (który Google Chrome, jeżeli zachowa dynamikę przyrostu numeru wersji, powinno osiągnąć gdzieś pojutrze w porze podwieczorku). Zapraszam do dalszej lektury, o ile nie przeszkadza Wam marudzenie i czepialstwo ;).
TwitterI znów po miesiącu przerwy, wpis raczej symboliczny. Założyłem sobie konto na twitterze ;).
Czym jest Twitter chyba nie trzeba nikomu mówić ;). Sama idea tego serwisu jest niezwykle pociągająca. W ten sposób mogę szybko i łatwo zakomunikować co robię i przeczytać co robią moi znajomi. I to wszystko w 140 znakach (co jak dla mnie jest zaletą). Sęk w tym, że praktycznie nikt Twittera nie używa, a i ja nie jestem przesadnie skory do publicznych wynurzeń. Gdyby się ktos skusił na konto i chciał mnie dodać, to nazwa mojego profilu jest prawie identyczna jak nazwa tej strony tylko zamiast kropki jest podkreślnik ;).
Jako aplikacji do obsługi Twittera zacząłem używać TweetDeck (swoją drogą Twitter, ale TweetDeck, pogubię się w pisowni ;)). Aplikacja ładna i wygodna. Jednak nieco zasobożerna. Może kiedyś znajdę coś lepszego (a może przestanę twittera używać wcześniej :P).
MybruteOstatnio na forum ii pojawił się link do MyBrute.
Jest to głupiutka gierka internetowa, w której nie ma się wpływu na praktycznie nic (wszystko dzieje się losowo, poza wyborem przeciwnika). Mimo to sprawia trochę radości (pewnie niedługo się znudzi) i nie zabiera zbyt wiele czasu (na szczęście, bo ostatnio cierpię na jego chroniczny brak). Jej dodatkowym atutem jest brak potrzeby podawania swoich danych jakichkolwiek -- trzeba tylko pamiętać, żeby zablokować swoją postać hasłem ;).
Polecam wszystkim, których bawią gry, w których nie ma się na nic wpływu ;).
Gmail, filtry i uporczywe oferty reklamowePewne każdemu zdarza się zarejestrować w jakimś serwisie, w którym nie można zrezygnować z newslettera. Pół biedy, jeżeli ten newsletter przychodzi raz na miesiąc, gorzej kiedy jest to mniej więcej co 3 dni, a czasem 2 razy dziennie.
Po tygodniu od ostatniej aktywności (mówiłem, żeby się nie przyzwyczajać ;)) zapraszam do dalszej lektury.